Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój dzisiejszy nastroj
(07-06-2020, 23:29)Joanna napisał(a): Gratuluję Uśmiech Miło słyszeć, że pomimo choroby żyjecie prawie zupełnie normalnie ...
Oczywiście po porodzie zdarzają się rzuty i to nie raz dosyć ciężkie ale trzeba być dobrej myśli i w miarę możliwości o siebie dbać Oczko Trzymam kciuki, żeby było dobrze Uśmiech
Dziękuję bardzo
Słyszałam o tych rzutach po ciąży i nie powiem, siedzi mi to z tyłu głowy. Jak będzie, to mam nadzieję, że podołam. A jak odpuści mi, to się nie obrażę

Wysłane z mojego MAR-LX1A przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
Mpmarzena ja nie miałam rzutów po porodach więc pomimo ryzyka nie musi tak być. Bądź dobrej myśli Uśmiech

Oczywiście również gratuluję Uśmiech i życzę żeby wszystko było dobrze zarówno teraz jak i po porodzie Uśmiech
Trzymam kciuki Uśmiech
Odpowiedz
(08-06-2020, 01:45)klaudia26 napisał(a): Mpmarzena ja nie miałam rzutów po porodach więc pomimo ryzyka nie musi tak być. Bądź dobrej myśli Uśmiech

Oczywiście również gratuluję Uśmiech i życzę żeby wszystko było dobrze zarówno teraz jak i po porodzie Uśmiech
Trzymam kciuki Uśmiech
Bardzo dziękuję
Będzie dobrze. Musi Dziś mój znajomymi chory na SM opowiedział mi o swojej siostrze chorej również na SM, że po porodzie nie wróciła do leków i już 7 lat nic jej nie jest. Jakby dziecko ją uzdrowiło. Także każdy z nas jest inny i co innego nas czeka. A cuda się zdarzają

Wysłane z mojego MAR-LX1A przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
Hej wszystkim. Nad napisaniem tego posta zastanawiałem są ię dłuższy czas, jednocześnie wierząc (chyba) że może mi to jakoś pomoże. Pisałem już kiedyś od kiedy choruję. Szczerze jest to trochę dla mnie śmiesznym i jednocześnie dziwnym uczuciem jeśli oczywiście mogę tak napisać hehe.
Do rzeczy.
Od jakiegoś dłuższego już czasu, cierpię na zanik emocji. O co chodzi? Niniejszym o to że tak na prawdę nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani gniewu ani radości itp. Swego czasu uważałem to za coś fajnego, lecz po prostu mi się to znudziło. Starałem się na siłę je udawać. Gniew dostosowywać do sytuacji, pijąc przy tym masowo browary i palące szlugi. Dacie wiarę że na drugi dzień poza kacem byłem wciąż tak samo "pusty" jak wcześniej? Z czasem pojawiły się również zaniki pamięci, powracali się przyjaciele, na szczęście jest obok niczego nieświadoma rodzina. Wiedzą tylko że jestem chory, poza tym nic. W pewnym momencie, tak i do teraz pojawiły się u mnie myśli samobójcze. Wierząc że muszę się jej przeciwstawić rzucałem palenie i zacząłem ćwiczyć. Potrafiłem stawać przed lustrem i patrząc sobie w oczy wyzywać chorobę klnąc ją od najgorszych szmat...Do czasu.
Myśli samobójcze mnie nie opuściły, w tej chwili już na nie nie reaguje, po prostu już mi się nie chce przeżywać w kułko tego samego. Ehhh, w tym momencie... w sumie nie wiem co..
Piszę to bo czuję że muszę.
Nie zależy mi czy w to uwiezycie czy nie. Serio nie zależy mi też na motywuje was cycu tekstach, bo po prostu ich nie czuję. Po prostu to piszę i tyle, Hej.
,,Chory, nie znaczy gorszy''
Odpowiedz
(11-06-2020, 18:31)Brzezik napisał(a): Hej wszystkim. Nad napisaniem tego posta zastanawiałem są ię dłuższy czas, jednocześnie wierząc (chyba) że może mi to jakoś pomoże. Pisałem już kiedyś od kiedy choruję. Szczerze jest to trochę dla mnie śmiesznym i jednocześnie dziwnym uczuciem jeśli oczywiście mogę tak napisać hehe.
Do rzeczy.
Od jakiegoś dłuższego już czasu, cierpię na zanik emocji. O co chodzi? Niniejszym o to że tak na prawdę nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani gniewu ani radości itp. Swego czasu uważałem to za coś fajnego, lecz po prostu mi się to znudziło. Starałem się na siłę je udawać. Gniew dostosowywać do sytuacji, pijąc przy tym masowo browary i palące szlugi. Dacie wiarę że na drugi dzień poza kacem byłem wciąż tak samo "pusty" jak wcześniej? Z czasem pojawiły się również zaniki pamięci, powracali się przyjaciele, na szczęście jest obok niczego nieświadoma rodzina. Wiedzą tylko że jestem chory, poza tym nic. W pewnym momencie, tak i do teraz pojawiły się u mnie myśli samobójcze. Wierząc że muszę się jej przeciwstawić rzucałem palenie i zacząłem ćwiczyć. Potrafiłem stawać przed lustrem i patrząc sobie w oczy wyzywać chorobę klnąc ją od najgorszych szmat...Do czasu.
Myśli samobójcze mnie nie opuściły, w tej chwili już na nie nie reaguje, po prostu już mi się nie chce przeżywać w kułko tego samego. Ehhh, w tym momencie... w sumie nie wiem co..
Piszę to bo czuję że muszę.
Nie zależy mi czy w to uwiezycie czy nie. Serio nie zależy mi też na motywuje was cycu tekstach, bo po prostu ich nie czuję. Po prostu to piszę i tyle, Hej.

Cześć.

Widzisz... Przeczytałam co napisałeś i wiesz co zauważyłam? Napisałeś "Piszę to bo czuję że muszę".
CZUJESZ. Więc nic straconego. Może warto znaleźć fachowca, który pomoże Ci zauważyć i dostrzec, że czujesz, że nadal potrafisz?

Walcz o siebie, bo nikt inny tego za Ciebie nie zrobi tak dobrze, jak Ty sam.
Powodzenia.

Wysłane z mojego MAR-LX1A przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
Hi, często mam gorsze momenty, szczególnie kiedy ograniczają mnie dni, w których źle się czuję. To są właśnie takie chwile, teoretycznie bez emocji, ale tak naprawdę bezsilność.
Ale z każdego dołka się wychodzi, tylko trzeba chcieć, jeśli nie potrafimy sami wyjść to wyciągamy rękę do kogoś kto nam w tym pomoże, przyjaciel, psychoterapeuta...
Cóż można wyzywać, ale to niewiele zmieni. Ja staram się docenić każdy dzień, jakikolwiek by on nie był... ale jest... A z pierwszą diagnozą, którą usłyszałam...guz mózgu... może już nie było by tak wielu dni...
Znajdziesz w sobie siłę! Trzymaj się
Odpowiedz
Przewlekłe zmęczenie kolejny dzień
Nie mam siły na nic
Piękna pogoda a ja ciągle spię
Odpowiedz
(11-06-2020, 18:31)Brzezik napisał(a): Hej wszystkim. Nad napisaniem tego posta zastanawiałem są ię dłuższy czas, jednocześnie wierząc (chyba) że może mi to jakoś pomoże. Pisałem już kiedyś od kiedy choruję. Szczerze jest to trochę dla mnie śmiesznym i jednocześnie dziwnym uczuciem jeśli oczywiście mogę tak napisać hehe.
Do rzeczy.
Od jakiegoś dłuższego już czasu, cierpię na zanik emocji. O co chodzi? Niniejszym o to że tak na prawdę nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani gniewu ani radości itp.  Swego czasu uważałem to za coś fajnego, lecz po prostu mi się to znudziło. Starałem się na siłę je udawać. Gniew dostosowywać do sytuacji, pijąc przy tym masowo browary i palące szlugi. Dacie wiarę że na drugi dzień poza kacem byłem wciąż tak samo "pusty" jak wcześniej? Z czasem pojawiły się również zaniki pamięci, powracali się przyjaciele, na szczęście jest obok niczego nieświadoma rodzina. Wiedzą tylko że jestem chory, poza tym nic. W pewnym momencie, tak i do teraz pojawiły się u mnie myśli samobójcze. Wierząc że muszę się jej przeciwstawić rzucałem palenie i zacząłem ćwiczyć. Potrafiłem stawać przed lustrem i patrząc sobie w oczy wyzywać chorobę klnąc ją od najgorszych szmat...Do czasu.
Myśli samobójcze mnie nie opuściły, w tej chwili już na nie nie reaguje, po prostu już mi się nie chce przeżywać w kułko tego samego. Ehhh, w tym momencie... w sumie nie wiem co..
Piszę to bo czuję że muszę.
Nie zależy mi czy w to uwiezycie czy nie. Serio nie zależy mi też na motywuje was cycu tekstach, bo po prostu ich nie czuję. Po prostu to piszę i tyle, Hej.
Hej Brzezik
Wiem, jak to jest, bo też coś podobnego przechodziłam kilkanaście lat temu, jeszcze przed diagnozą SM. Też czułam się pusta w środku, robiłam różne gesty, uśmiechałam się albo przybierałam inny wyraz twarzy, bo wiedziałam, że tak trzeba, ale to wszystko było takie, jakby robiła to jakaś zewnętrzna powłoka, nie ja. Chodziły mi wtedy po głowie słowa piosenki "Wciaz gram, spiewam, jem i spie, tak naprawde jednak nie ma mnie"
Okazało się wtedy, że był to objaw depresji, który minął, kiedy zaczęłam brać leki antydep. Byłam zdziwiona, bo depresja kojarzyła mi się ze smutkiem, a ja nie byłam smutna, tylko... nie wiem, jakoś schowana do środka.
Dlatego polecam wizytę u psychiatry i powiedzenie mu/jej tego, co tutaj piszesz. Wiem, że nasze odczucia mogą się wydawać mistyczne i wyjątkowe, ale to są zwykłe zaburzenia biochemii mózgu, które się leczy.
Poza tym możesz w taki sposób reagować na diagnozę SM. Nie ma co zaprzeczać, że nic nas to nie obeszło. To jednak poważne wydarzenie w życiu, które może jej wywrócić do góry nogami. Może więc warto by było porozmawiać o tym z psychologiem.
Odpowiedz
Wiecie co?
W wyniku przebytego stresu od prawie 48 godz ponownie się jąkam. W towarzystwie znowu milczę, bo zanim wypowiem myśl, to niektórych potrafi trafić szlag (na to już się uodporniłem) a literki, podczas pisania na klawiaturze, dalej "same" się przestawiają. Ale ja nie o tym tak do końca chciałem :-D
Wczoraj byłem na 10 rocznicy ślubu znajomych. I nikt z obecnych nie przebił mnie w dobrej zabawie i w ilości przetańczonych piosenek. Z partnerką bawiliśmy się, jak już dawno nie byłem w stanie. Zawroty głowy? Od kręcenia piruetów. Zmęczenie? Od tańca. Dobry humor? Bo życie jednak jest cudowne :-D

Tak, wbrew wszystkiemu zdecydowanie mam jednak dobry nastrój.
Odpowiedz
Fruu super że świetnie się bawiłeś.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości