Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
SM a nowa miłość
#31
Witam,dopiero przed chwilą założyłem tu konto tak czytam o tej miłości,i chciałem podzielić się swoimi spostrzeżeniami,a więc
Poznałem swoją dziewczynę jeszcze za nim miałem totalnie potwierdzona diagnozę ogólnie to poznaliśmy się przez neta,wiadomo dużo pisania,bardzo dużo pisaliśmy i odrazu jej powiedziałem że mogę być w grupie ryzyka,bo mój brat chory i że ja mam jakieś takie głupie objawy,była bardzo dobrze poinformowana to mam na myśli no i stało się,spotkaliśmy sie wiadomo wspólne spacery wyjścia do kina no można powiedzieć że tak wszystko szło dobrym zwyczajnym torem poznawania się bardziej,ona nie pytała a ja też nic nie wspominalem więcej sam chyba wierzyłem że nic złego nie będzie w sensie że to na bank nie to ,no i stało się wylądowałem drugi raz w szpitalu no i okazało się jednak że to SM że doktorzy pewni itp,powiedziałem to Karolinie widziałem  jej załamanie, no ale wyszedłem z tego szpitala i wiadomo życie toczy się dalej trzeba pracować,myśleć gdzie pojedzie się na wakacje tak zwyczajnie,wracałem do tego tematu czasem że różnie może być,i że jak tylkko będzie ktoś miał z nas jakieś wątpliwości to żeby rozmawiać nie ukrywać nie uciekać od rozmów,spędziliśmy fajne wakacje,nawet mogę w 100 % przyznać że moje najlepsze wakacje,urlop minął czas szczęścia się skończył,zaczęły się problemy w sensie rozmowy,takie domysły z jej strony a co będzie dalej,jak widzisz naszą przyszłość,co jeśli zajde ciążę,ogólnie dała mi do zrozumienia że się boi,dawałem jej argumenty że nie każdy tak samo przechodzi SM jeden gorzej jeden lepiej,że nawet jeśli by zaszła w ciążę to ryzyko nie jest az tak duże,jak przy dwojgu zdrowych ludzi,wyczytałem że to tykko 2%,No ale ona się boi i ma wątpliwości,ja ją kocham myślę że to dziewczyna ta,właśnie dziewczyna jedna na milion,nie wiem jak mam ugryźć dalej temat,niby pytałem czy chce się rozjesc,normalnie w zgodzie jak ludzie jeśli ten problem będzie ją tak męczył,powiedziała że nie wie,po czym po dłuższej rozmowie doszliśmy do wniosku że jesteśmy dalej razem,ale zaznaczyła że trudno będzie jej usunąć ta myśl co ma z tylu głowy ze się boi,chce jej jakoś pomóc w tym Żeby tak się nie martwiła,wiadomo nie mogę jej na nic dac gwarancji,nawet jeśli byśmy byli zdrowi to mi sie wydaje,tak samo działa że nie można komuś zapewnić w 100 % zajebistego życia,jak myślicie jakie mogę Dac jej wsparcie żeby tak się nie zamartwiala,skoro nie rzuciła mnie odrazu a też były sytuację które mogła wykorzystać nawet nie mówiąc mi że powodem jest moja choroba,to tyle.

Pozdrawiam Kaned
Odpowiedz
#32
Nic nie możesz zrobić. Ona się musi z tym sama uporać, albo w jedną albo w drugą stronę. Ty możesz/musisz być wsparciem.
Sam jestem w związku z kobietą, który w momencie diagnozy SM był bardzo świeży. 7 lat później - mieszkamy razem, mamy wspólne kredyty, plany itd.

Ostatnio na dyżurze przyszedł do rocznej kontroli chłopak, który był diagnozowany cztery lata temu. W ciągu tych 4 lat skończył aplikacje prawniczą, zaczął pracę w kancelarii, poznał faceta, kupili wspólnie mieszkanie, obecnie, za miesiąc, jadą na wakacje do Australii.

Albo żyjemy dalej, albo ciągle się czegoś boimy i tracimy czas bezsensownie.
Odpowiedz
#33
Może ona musi się sama przekonać że diagnoza nie zmieni diametralnie waszego życia, i po prostu potrzebuje czasu na żeby się przyzwyczaić. Zwłaszcza że nie wie czy i jaki choroba będzie miała wpływ na wasze życie. A mieć obawy to zupełnie ludzka sprawa. Daj jej czasUśmiech


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Odpowiedz
#34
(04-11-2018, 20:49)WorkBorg napisał(a): Nic nie możesz zrobić. Ona się musi z tym sama uporać, albo w jedną albo w drugą stronę. Ty możesz/musisz być wsparciem.
Sam jestem w związku z kobietą, który w momencie diagnozy SM był bardzo świeży. 7 lat później - mieszkamy razem, mamy wspólne kredyty, plany itd.

Ostatnio na dyżurze przyszedł do rocznej kontroli chłopak, który był diagnozowany cztery lata temu. W ciągu tych 4 lat skończył aplikacje prawniczą, zaczął pracę w kancelarii, poznał faceta, kupili wspólnie mieszkanie, obecnie, za miesiąc, jadą na wakacje do Australii.

Albo żyjemy dalej, albo ciągle się czegoś boimy i tracimy czas bezsensownie.
To bardzo mądre co napisałeś,Ale czasem trudno żyć z tą myślą,to takie czekanie na wyrok,wiadomo że nie można sterować innym człowiekm i powiedzieć mu żeby myślał tak jak mu się powie,ja wierzę że się uda nie bede na nic naciskał,racja to ona musi podjąć decyzję czy w ta stronę czy w drugą,czasem potrzebny jest głos od trzeciej osoby,dziękuję 

Pozdrawiam Kaned
Odpowiedz
#35
Zawsze do usług. SM obecnie (poza, niestety, agresywnymi wyjątkami) to nie jest taki dramat jaki był kilkanaście lat temu. Warto to uświadomić potencjalnej partnerce życiowej. Odmawianie związku jest bez sensu -- załóżmy że przez najbliższe 20 lat będziesz czuł się OK, i co wtedy? Stwierdzicie: "a, mogliśmy spróbować"? Tak czy siak; trzymam kciuki.
Odpowiedz
#36
Ja napisze z tej drugiej strony. Nie wyobrazam sobie zostawic swojego chlopaka z powodu SM. Diagnoza nie jest jeszcze potwierdzona, ale dla mnie jest to pewne. Jezeli kiedykolwiek sie rozstaniemy, to nie bedzie to z powodu SM. Jestesmy ze soba 3 lata, planujemy wspolna przyslosc, razem wchodzilismy w okres doroslosci… Bardziej sie boje o to, ze np nie bedzie w stanie grac w swojego ukochanego kosza, albo bedzie czesciej smutny…
Ostatnio tez pojawiaja sie mysli, okej to nie jest dziedziczona choroba, ale czesto zdarzaja sie przypadki w jednej rodzinie, co z moja przyszla ciaza itd. Oczywiscie, ze kazdy ma obawy… Czy przyszly tata bedzie w stanie zajmowac sie dziecmi... Ale wierze w slowa WorkBorga, ze to nie jest jakis dramat. Przypadki sprzed kilkudziesieciu lat nie mozna porownywac z nowo zdiagnozowanymi, mam nadzieje, ze nowe lepsze leki wejda w zyciu w ciagu najblizszych lat i pomoga i Wam i Jemu.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości