Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
SM a nowa miłość
#11
Reni po części się z tobą zgadzam. Nie uważam żebym była inna kobieta dlatego ze jestem chora. Nie uważam się też za gorszą od innych (zdrowych) ludzi. Dla mnie nic to nie zmienia. Nadal jestem tą samą osobą która byłam przed diagnozą. Ale niestety nie każdy chce i nie każdy potrafi być z osobą chora. Niektórzy się po prostu boją odpowiedzialności. Inni obowiazkow. Albo jeszcze czegoś innego... A jeśli zaczynamy się z kimś spotykać na poważnie to myślę że nie powinno się za długo tego ukrywać. Druga osoba ma prawo o tym wiedzieć i podjąć decyzję czego chce dalej... A im później powiemy o chorobie tym trudniej nam będzie się rozstać jeśli druga osoba nie będzie chciała jednak się dalej spotykać... No i ta druga strona może być urażona i czuć się oszukana jeśli powiemy o tym zbyt późno... Myślę że my mamy zupełnie inne podejście do swojej choroby niż inni ludzie... I dlatego czasami trudno nam się pogodzić z tym ze niektórzy odrzucają nas z jej powodu.
Odpowiedz
#12
Mysle, Klaudia, ze poruszylas bardzo wazna kwestie. "Mamy zupelnie ibbe podejscie do swojej choroby, niz inni ludzie". Nie tylko dlatego, ze to nasza codziennosc, ale i mamy wieksza wiedze, zrozumienie, co sie wlasciwie dzieje. Mam wrazenie, ze swiadomosc w spoleczenstwie jest bardzo niska, a wiadomo, ze to, co nieznane, wzbudza strach i niepokoj. Zwlaszcza ze "stwardnienie rozsiane" z reguly przywoluje skojarzenia "to ta choroba, co sie jezdzi na wozku?". I jesli ktos nie zada sobie trudu, by dowiedziec sie wiecej, zrozumiec o co wlasciwie chodzi, to to brzmi strasznie. Tym bardziej, ze dopiero kilka lat temu ruszyly jakies kampanie spoleczne nt. Tego, ze z SM tez da sie zyc. Ja, jak uslyszalam diagnoze, to mi przed oczami stanela sasiadka, ktora jezdzila na wozku, nie potrafila juz mowic i byla zupelnie niesamodzielna... Oczywiscie, teraz wiem i rozumiem wiecej i inaczej na to patrze. Ale pierwsze skojarzenia? Brr, nieprzyjemne.
I nie, Reni, choroba nie uczynila Cie inna osoba, inna kobieta, oczywiscie, ze nie. Ale mysle, niestety, ze zmienila sposob postrzegania nas przez wiekszosc spoleczenstwa - nie wszystkich!, ale jednak wiekszosc.
Dlatego ja mam taka mala prywatna misje, by zwiekszyc swiadomosc w tej materii i pokazac, ze to tylko choroba, nie jakis wstydliwy wyrok.

I ogolnie popieram, warto mowic od razu. To nie aids, ze sobie nadybalismy tego przez glupie wlasne bledy. Przyszlo i jest. Odpowiedni ludzie sie nie odwroca. A na innych i tak szkoda czasu. Uśmiech
Glowa do gory, Reni, wiosna idzie, swiat bedzie nieco bardziej kolorowy.
You are never too old to set a new goal or to dream a new dream...
Odpowiedz
#13
To jak postrzegaja nas ludzie w duzej mierze zalezy tylko od nas samych. To ze ktos ma SM nie skresla go z prawa do milosci. Faktem jest to ze ludzie boja sie odpowiedzialnosci, niewiadomej zwiazanej z choroba i stereotypem wozka. Sam nie mialem zielonego pojecia co to jest SM, co to oznacza, co sie bedzie dzialo ale powiedzielismy sobie: zobaczymy co czas pokaze. Lucy raz ma sie lepiej a raz gorzej. Depresja, wozek od osmiu miesiecy, bole i cala karuzela uczuc. Jestesmy szczesliwi na swoj chory sposob bo nie ukrywajmy oboje mamy cos z glowa skoro to wszystko potrafimy sobie poukladac. Dlatego mowcie otwarcie co to za choroba, czego oczekujecie od partnera, co mozecie dac od sibie a czas pokaze. Nigdy nie ma gwarancji ze zwiazek sie nie rozleci po jakims czasie ale jest wszystko w odpowiednich dawkach: szczera rozmowa az do bolu, wspolne spedzanie czasu, upewnianie sie o swoich uczuciach, wspieranie w zlych chilach, szukanie kompromisow a co najwazniejsze olanie innych i skupienie sie na sobie nawzajem daje ogromne szanse na szczescie.
Odpowiedz
#14
Areliee masz rację ze świadomość w społeczeństwie na temat sm jest niska. Musze przyznać ze sama do czasu diagnozy na ten temat nie wiedziałam prawie nic. Ale prawdę mówiąc zazwyczaj ludzie nie interesują się za bardzo takimi rzeczami dopóki nie dotyczy to ich samych. Ale masz rację tez ze odpowiedni ludzie się nie odwrócą. Reni jeśli komuś będzie rzeczywiście zależało to nie odwróci się i nie ucieknie tylko będzie chciał dowiedzieć się więcej. A resztą nie ma sensu się przejmować. Uśmiech
Odpowiedz
#15
Mnie ten temat nie dotyczy, bo w momencie diagnozy byłam już od kilku lat mężatką i teraz nadal nią jestem Uśmiech .
Ale co szkodzi poteoretyzować Oczko .
Wydaje mi się, że lepiej nie wyskakiwać z informacją o SM na przysłowiowej pierwszej randce. Chodzi bowiem o to, żeby druga osoba miała szansę nas poznać jako człowieka ze swoimi zainteresowaniami, poglądami, sposobem życia itd. Jeśli powiemy o SM od razu, będziemy postrzegani już zawsze przez pryzmat choroby. A chodzi przecież o to, żeby patrzyli na nas jako na osobę, która jest taka i taka, interesuje się tym i tym, lubi to i to itd., a OPRÓCZ TEGO jest chora na SM. Ale też nie należy przesadnie zwlekać z tą informacją. Myślę jednak, że to i tak wyjdzie w toku rozmów, planów itp, np. facet rzuca pomysł całodniowej wycieczki rowerowej, a my mówimy, że cały dzień to może nie, bo łatwo się męczymy - a dlaczego? - a bo mam taki problem zdrowotny.
Moje dotychczasowe doświadczenia z facetami pokazują też, że jeśli się zaangażują i są zakochani, to nic im nie przeszkadza, a jeśli nie są pewni swoich uczuć, to przeszkadza im byle drobiazg (mój kolega zerwał wieloletni związek, bo jego dziewczyna nie wyciągała prania z pralki tak szybko, jak by sobie życzył, po czym poznał inną dziewczynę, oszalał na jej punkcie i za parę miesięcy był już zaobrączkowany Oczko   dodam, że to jest bardzo udane małżeństwo). Ale żeby się zakochali, to muszą nas poznać jako taką a nie inną dziewczynę, a nie przede wszystkim chorą na SM. A w ogóle, to moje doświadczenia wskazują, że pierwszorzędne znaczenie ma dla facetów wygląd. I to jest dobre o tyle, że wyglądem jest stosunkowo łatwo manipulować, a po drugie, męskie gusta są tak zróżnicowane, że prawie nie ma kobiet, które nikomu by się nie mogły spodobać. Naprawdę. I jeśli wygląd mieści się w przyjętych przez faceta ramach, to reszta może być miłym bonusem albo drobną wadą Język .
Odpowiedz
#16
Dziękuję za wszystko, co napisaliście. Ostatnio miałam w życiu gorszy czas, może dlatego trudno mi znaleźć sobie pokłady optymizmu. Mam w sobie dużo złości, że coś co ode mnie nie zależy jest ważniejsze niż to na co pracuję każdego dnia.
Dodatkowo dobiły mnie komentarze koleżanek, kiedy rozstawałam się z moim partnerem. Radziły, że mam przemyśleć to jeszcze raz, bo... mam SM, więc trudno będzie mi znaleźć kogokolwiek innego. Skoro to ma być argument, żeby ciągle wybaczać i przymykać oko na świństwa faceta - to już wolę być sama z tym swoim SM. Smutny
Odpowiedz
#17
Zawsze twierdzilam, ze lepiej byc szczesliwym samemu, niz nieszczesliwym z kims... Dodatkowo jak trzeba sie mierzyc z SM i swoim cialem, nie potrzeba dodatkowych balastow.
Kolezanki bardzo "madre" i "zyczliwe", faktycznie. Jednym uchem wpusc, drugim wypusc i absolutnie nie bierz tego do siebie!
Mnie sie wydaje, ze teb SM to taki troche filter. Jesli ktos z naszego otoczenia ma z tym problem, nie umie "udzwignac ciezaru", to in szybciej zniknie, tym lepiej dla nas.
Takie decyzje nie sa latwe, ale wierze, ze dobrze zrobilas, Reni. Jest sporo wartosciowych ludzi na tym swiecie, ktorzy docenia Cie za to, jaka jestes Ty, a nie Twoja choroba. Cala reszta ludzi nie ma za bardzo znaczenia Oczko
Duzo spokoju i cierpliwosci. Wiary w siebie i zyczliwych ludzi wokol! Glowa do gory, decyzje, ktore podejmujesz z troski o siebie, a nie ze strachu, to zawsze dobre decyzje Uśmiech
You are never too old to set a new goal or to dream a new dream...
Odpowiedz
#18
Reni nie przejmuj się takimi komentarzami. Oby jak najmniej takich ludzi było obok nas. To ze masz sm na pewno nie przeszkodzi w znalezieniu odpowiedniego partnera. Skoro facet nie zachowywał się tak jak powinien to bardzo dobrze zrobiłaś ze się z nim rozstałaś. Nie ma sensu być z kimś kto nas krzywdzi i unieszczesliwia. Na pewno znajdziesz kogoś lepszego Uśmiech
Odpowiedz
#19
RENI... W imię czego masz się poświęcać? Ja też po diagnozie rozstałam się po 6 latach. Mamy prawo do szczęścia jak każdy inny. Prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto pokocha Cię z całym inwentarzem.
To tak z autopsji
Głowa do góry. Zawsze jest jakiś plus.

Wysłane z mojego SM-J510FN przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#20
Dziękuję za wszystko, co napisaliście. Zdaje sobie sprawę, że patrzę na wszystko w czarnych barwach. Mam poczucie klęski po nieudanym związku. Przez to wszystko kotłuje mi się w głowie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości